To jest Pan! – komentarz do Ewangelii 05.05.2019

Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: ”To jest Pan!”. Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie nagi, i rzucił się w morze. 

Tak na początek warto sobie zadać pytanie:  po czym rozpoznajesz Jezusa? Jest ciemno, głodno i do domu daleko, przychodzi Jezus i…? Co jest dla Ciebie znakiem rozpoznawczym? Człowiek, wydarzenie, Słowo Boże?

Trafiłam dziś na rozważanie Ewangelii przygotowane przez siostry Sacre Coeur, które bardzo mnie poruszyło. Całe dla mnie, każde słowo przenika do głębi. Całość TUTAJ, a ja chciałabym zacytować kilka fragmentów, choć ciężko było je wybrać. 

W tej sytuacji uczniowie są razem. Nie są zbyt rozmowni, nie są przesadnie weseli, choć Jezus zmartwychwstał, ale może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czują, że potrzebują siebie nawzajem. 

Nie potrafię. Uczciwie przyznaję, że nie potrafię. Bardzo, ale bardzo tego potrzebuję, a jednocześnie nie potrafię. Nie czuję wspólnoty, boję się odrzucenia. Mam paniczny lęk przed tym, że zostanę sama, a jednocześnie to ja wykluczam siebie. I to chyba idealny moment, żeby krzyknąć: Panie ratuj mnie, bo tonę.

Mają zamiar robić coś, co robili dawniej, zanim poszli za Jezusem, co umieją robić, na czym się znają. Ta postawa i ten czyn wydają się zdradzać ich zagubienie.

Jak ja ich rozumiem. Gdy wali Ci się świat, wróć do tego co było wcześniej. Przecież to takie sprawdzone i Twoje. Robię dokładnie tak jak oni…

Jest to, bowiem czas, kiedy stare się skończyło, a nowe jeszcze się nie zaczęło. Czas zawieszenia, niepewności, ale także czas wielkiego oczyszczenia. Wówczas, bowiem dokonuje się największa praca Jezusa w sercach uczniów, które zostają całkowicie przebudowane i uzdolnione do misji głoszenia Ewangelii aż po krańce ziemi. Przez te pięćdziesiąt dni zrozumieją oni więcej z posłannictwa Jezusa niż w czasie trzech lat przebywania z Nim. A dopełnieniem tego procesu będzie moment zesłania Ducha Świętego i otrzymania Jego darów.

I tu pojawia się nadzieja. “Praca”, “przebudowanie”, “uzdolnienie”, “zrozumieją więcej”, “zesłanie Ducha Świętego”, “otrzymanie Jego darów” – czy to nie brzmi zachęcająco? Może warto przyjąć ten kryzys jako czas wielkiego oczyszczenia? Może warto wytrwać z nadzieją, że idzie nowe? 

Jezus nie pozwala byśmy zbyt długo trwali bez pocieszenia. Przychodzi ze swym światłem do naszych ciemności, by je rozświetlić. W swej troskliwości Jezus kieruje serca swoich uczniów ku tej chwili, kiedy ich powołał – po to, by przypomnieć im ich pierwszą miłość. Kontemplując radość Jana, który rozpoznał swego umiłowanego Mistrza prośmy o wrażliwe serce, które i nam pozwoli przeczuć Jego miłującą obecność i nawet w ciemności powiedzieć: To jest Pan!

Przypomnieć pierwszą miłość – czy nie tu tkwi recepta, na to, żeby dostrzec znów Pana, żeby Go rozpoznać? Pan Jezus drugi raz każe zarzucić uczniom sieci, już wcześniej ich powołał w ten sposób. Wraca do początku, do tego pierwszego doświadczenia miłości, gdy uczniowie słyszą, że ich kocha, akceptuje, że są mu potrzebni. Czy i ja nie powinnam wrócić? Znaleźć ten moment, kiedy odkryłam, Boże, Twoją miłość. Odkopać zeszyty w fundamentu rekolekcji ignacjańskich, odkurzyć wspomnienia.

Pozostańmy na moment przy tej scenie. Zobaczmy umęczone serce Piotra, które w niczym nie może znaleźć uspokojenia. Popatrzmy na jego wielkie pragnienie Jezusa pomimo głębokiego poczucia własnej niegodności. Może i nam potrzeba nie czekać, aż łódź dobije do brzegu. Może potrzeba nam przybiec do Niego przed wszystkimi innymi, stanąć przed Nim ze łzami i wypowiedzieć prawdę swojego serca.

Rozumiem ten niepokój, to serducho, które tak bije dla Jezusa. To pragnienie wypowiedzenia Jemu dosłownie wszystkiego. A jednocześnie coś paraliżuje. Proszę Cię dziś Panie Jezu o taką siłę, żeby jak Piotr – rzucić się, nie czekać, dopłynąć. Panie Jezu, widzisz moje łzy. 

Z pewnością mamy w swoim życiu doświadczenie, że zawiniliśmy względem jakiejś osoby. Szczególnie dotkliwe jest poczucie winy względem kogoś, na kim bardzo nam zależało. Kiedy postanawiamy naprawić błąd, przeprosić, prosić o wybaczenie wówczas największym pytaniem i najdramatyczniejszą obawą jest to, czy się zostanie przyjętym. Jak on/ona mnie potraktuje skoro tak bardzo zawiniłem, skoro zaszkodziłem, skoro sprawiłem tyle cierpienia? Przecież nie zasługuję nawet na wysłuchanie.
Tymczasem pytanie, jakie Jezus stawia Piotrowi to: Czy miłujesz Mnie?

Słyszysz to pytanie: Czy miłujesz Mnie?

Żadnych wyrzutów, żadnych wymówek, nie ma nawet zdenerwowania, czy dystansu. Jest tylko oczekujące Serce Jezusa i pytanie o miłość. Niech to pytanie przeniknie do naszego serca. Stańmy przed Jezusem i udzielmy Mu na nie odpowiedzi.

Panie Jezu, Ty wszystko wiesz. Znasz moje rozterki. Wiesz, co mi w duszy gra. Zdajesz sobie sprawę jak boję się prawdy o sobie, a jednocześnie Twoja moc jest większa od moich lęków. Ty wiesz, jak bardzo pragnę Cię kochać. Uczyń moje serce zdolne do kochania Ciebie. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *