Gra o Tron – Odcinek 1: Czy ktoś mnie kiedyś pokocha?

Od kilku tygodni w poniedziałkowy wieczór, wielu Polaków zasiada w fotelu, żeby obejrzeć kolejny odcinek “Gry o tron”. Ale nie o tym chciałabym dziś napisać. Zainspirowana fenomenem serialu, chciałabym opowiedzieć Wam o zupełnie innej Grze o tron, zdecydowanie ważniejszej. Ale najpierw ciekawostka z planu serialu. 
 
Czy wiesz, że w Grze o tron często epizodyczne role grają nie tylko profesjonalni aktorzy, ale zwykli śmiertelnicy lub artyści?
– w pilotażowym odcinku Gry o tron zagrał autor sagi “Pieśń lodu i ognia”, na podstawie której powstał film. Był on gościem weselnym Daenerys i Khala Drogo, ale niestety scena nie została zachowana w ostatecznej wersji pierwszego odcinka.
– piosenkarz Ed Sheeran zagrał w jednym z odcinków siódmego sezonu „Gry o Tron”, jako jeden z żołnierzy rodu Lannisterów. Widzowie zobaczyli go siedzącego i śpiewającego, kiedy to przerywa mu Arya będąca w drodze do Królewskiej Przystani.
– W jednym z odcinków występuje też perkusista zespołu Coldplay.
– W ostatnim sezonie Gry o tron rolę dostał również Polak. Do tej produkcji trafił przypadkiem, dzięki człowiekowi poznanemu w barze.
 
Czy wiesz, że jest też taka Gra o tron, w której możesz zagrać również Ty? I nie musisz być gwiazdą z list przebojów, pisarzem, ani nie musisz przypadkiem znaleźć się w odpowiednim miejscu. Bo chodzi tutaj o… tron Twojego życia. Ta rola nie jest epizodem. Grasz tutaj jedną z głównych postaci. Tylko pytanie kogo chcesz widzieć na tronie?
 
 
 
Od dzisiaj przez 6 odcinków chciałabym Ci pokazać możliwie najlepszy scenariusz tej wyjątkowej produkcji. A dziś zapraszam na pierwszy odcinek:
 
 
Czy ktoś mnie kiedyś pokocha?
 
Oj długo żyłam z tym pytaniem. Trochę już o tym pisałam tutaj, pozwólcie, że zacytuję Wam moje świadectwo:

Nigdy nie wierzyłam w siebie. Przez dużą część życia słyszałam: jesteś beznadziejna, nic z ciebie nie będzie, jesteś głupia jak… Często słyszałam słowa krytyki. I w czasie gdy powinnam rozwijać skrzydła, mi je podcinano. Uwierzyłam w to. Najpierw próbowałam walczyć, chorobliwie walczyć. O to, żeby się udało, żeby udowodnić, że mogę zostać kimś. Potem się poddałam.  Czułam się nieakceptowana i niekochana. I nawet jak już dorosłam, nie dałam się pokochać, bo nie wiedziałam, jak to jest być kochanym… Nikt mnie tego nie nauczył. Wytworzyłam w sobie mnóstwo strategii, jak radzić sobie z pustką po braku miłości. Bo każdy człowiek ma potrzebę bycia kochanym i dzielenia się swoją miłością. W ten sposób zapychałam głód miłości przez jedzenie, bo to w końcu był jakiś głód. Były momenty kiedy chorobliwie próbowałam wszystko kontrolować. Starałam się, żeby wszystko było idealne, a gdy już nie wychodziło, potwierdzało to moje myśli, że jestem do niczego. Był też czas, gdy żyłam w świecie wyobraźni, tworzyłam własny świat, taki jaki chciałam żeby był. Moja niska samoocena doprowadziła do tego, że w pewnym momencie nie chciałam wychodzić z domu. Owszem chodziłam do pracy, a potem… resztę dnia przesypiałam. Było mi z tym źle, ale nie potrafiłam tworzyć nowych relacji. W pewnym momencie koleżanka z pracy namówiła mnie na wyjazd na Sylwestra na Europejskie Spotkanie Młodych. Pojechałam tylko dlatego, że odbywały się w miejscu, do którego bardzo chciałam pojechać, a wyjazd był atrakcyjny i tani. To, że pojechałam też nie było oczywiste, bo miałam mnóstwo lęków i obaw jeśli chodzi o poznawanie ludzi, relacje. A stamtąd trafiłam do wspólnoty. Nie chciałam tam być, znaczy we wspólnocie, ale to była ostatnia szansa, żeby się ogarnąć. Bóg? Bóg był sprawiedliwy, a jak ktoś mi mówił, że Bóg mnie kocha, ja od razu kończyłam: „tych których kocham, karcę i ćwiczę”. Nie wiem jak to się stało, że w końcu wspólnota doprowadziła do tego, że też pojechałam na rekolekcje ignacjańskie. Może myślałam, że sprawiedliwy Bóg w końcu za karę zamknie mnie z zakonie. Naprawdę tak myślałam! Jechałam tam jak na skazanie. I ten sprawiedliwy Bóg pierwszego dnia rekolekcji powiedział mi dokładnie to co dziś było w czytaniach:

Miłości pragnę, nie krwawej ofiary,

poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz 6,6).

I tak się stało w tamtych rekolekcjach. Ten sprawiedliwy Bóg, którego znałam, dał mi się poznać! Dał się poznać jako kochający Tato. Powiedział:

 

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,

ta, która kocha syna swego łona?

A nawet, gdyby ona zapomniała,

Ja nie zapomnę o tobie (Iz, 49,15).

 

Na tych rekolekcjach wydarzyły się cuda. Coś czego nie potrafię opisać, coś co rodzi taką tęsknotę, że jak za nią nie pójdziesz, to nigdy nie będziesz szczęśliwy. A jak pójdziesz? To wydarzą się kolejne cuda.

Teraz jak czegoś nie akceptuję w sobie, idę z tym do Jezusa. Mówię Mu o tym, pytam, co możemy z tym zrobić. A On? Przede wszystkim  mnie akceptuje! A potem pokazuje czy warto to zmienić i jak to zrobić. Kocha, akceptuje i szanuje. Szanuje moją wolność, to że czasem mi się nie chce nic zmieniać. A ja kocham Jego i uczę się jak się zmieniać dla Niego. Ale nie po to, żeby zasłużyć na Jego miłość (bo On kocha pomimo), ale dlatego, że dla Niego warto stawać się lepszym.

Może ten ostatni sposób wydaje się absurdalny. Szczególnie z perspektywy osób, które nie wierzą. Ale działa. I chciałabym, żeby dział też w życiu innych, bo skuteczniejszego nie znam. Dlatego niezależnie od tego czy wierzysz czy nie, chciałabym się za Ciebie pomodlić: Panie Jezu, daj się poznać w życiu każdego człowieka, szczególnie tego, który nie czuje się kochany, akceptowany, każdego człowieka, który nie kocha siebie. Ty przychodź, objawiaj nam miłość Kochającego Taty. Przypominaj o Jego miłości i o tym, że On nas nie zostawi, że Jego miłość nigdy nie ustąpi.

 

Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą (Iz, 54, 10).

 

Często słyszymy, że twierdzenie “Bóg Cię kocha” to taki fundament, podstawa. Ale do mnie długo to nie docierało.. Zatrzymywało się na rozumie, a nie potrafiło trafić do serca. Może masz tak samo? A może jeszcze Go nie poznałeś, ale On już zna Ciebie:

Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem Cię po imieniu: tyś moim! (Iz 43, 1). 

I kocha Cię, do szaleństwa, całym swoim ogromem miłości. Na Jego miłość nie można zasłużyć, nie można zapracować. Nawet jeśli nie zrobisz nic, nawet jeśli będziesz zagubiony, będziesz tupał nóżką, nawet jeśli zrobisz awanturę na środku sklepu i wydaje Ci się z Twoich doświadczeń, że rodzice nie mogą kochać takiego dziecka, to wiedz, że Bóg Cię wtedy kocha. Nie mniej, nie bardziej niż zawsze. Jego miłość do Ciebie jest stała, bezwarunkowa. Kocha Cię dokładnie takiego, jakim jesteś TERAZ. I nigdy nie przestanie. Bo to OBIECAŁ. 

Ostatnio mam ciężki czas, zaczęłam pracować nad akceptacją siebie, dokopując się do swojej przeszłości. I to bardzo boli. Wracam do dzieciństwa i nieraz mam ochotę tupnąć nóżką, albo zrobić niemałą awanturkę (w zasadzie to od przynajmniej 2 tygodni jestem takim rozhisteryzowanym dzieciakiem). Ale wiem, że On mimo to mnie kocha! I ciągle mi o tym przypomina. Pisząc ten post trafiłam na konferencję Bóg Cię kocha, z ciekawości włączyłam, bo stwierdziłam, że może coś dorzucę do posta. Ale tam nie było nic o Bożej miłości wprost, bo konferencja była o… KRYZYSIE. Dostałam bardzo dużo słów dla siebie. I tak jest zawsze.

Ale wiesz, co jest w tym najlepsze? Jeśli to co przeczytałeś jest dla Ciebie nowe, nie musisz nic z tym teraz robić wielkiego, nie musisz teraz odpowiadać nie wiadomo jak na tą miłość, nie musisz lecieć do spowiedzi w tym momencie (nawet jeśli znajdziesz o 12 w nocy księdza :P). Możesz zrobić tylko jedną rzecz: TYLKO DAJ SIĘ POKOCHAĆ! On już Cię kocha, wystarczy, że to przyjmiesz. 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *