Taki jaki jesteś, jesteś fajny, czyli jak pokochać siebie?

Jak stać się lepszym? Jak schudnąć? Jak wyglądać idealnie? Jak zostać doskonałym mówcą? Jak znaleźć idealnego męża/żonę? To częste pytania, które sobie zadajemy, a wszystkie z nich mają wspólny mianownik: stawiamy sobie wzorce, do których często nie dosięgamy, a które wydają się nam lepsze, gdy tymczasem my jesteśmy za grubi, za brzydcy, za biedni, za leniwi, za mało inteligentni i w ogóle wszystkie “za-” tego świata.

A co by się stało gdyby tak przyjąć ten świat jakim jest? A może tak przyjąć siebie takim jakim jestem? Pokochać siebie, ze wszystkimi wadami i zaletami?

Chciałabym dziś pokazać Wam kilka kroków do tego jak zaakceptować i pokochać siebie. Nie martw się, jeśli nie stanie się to od razu – to proces! Potrzebujemy czasu na zmianę. Oczywiście to tylko kilka aspektów, które gdzieś są mi bliskie i które ja wcielam do swojego życia, a sposobów na zmianę samooceny jest więcej i ważne, żeby wybrać swoje. Też wiem, że nie jest idealnie, ciągle pracuję! A w zasadzie jestem chyba na początku zmiany. Zdarzają się gorsze dni, gdy myślę, że „do niczego się nie nadaję”, „nigdy nie znajdę wymarzonej pracy”, „nic nie potrafię”. Tylko te kryzysy są motorem do rozwoju. To takie momenty, gdy wydaje mi się, że znów schodzę na dno. Ale czasem trzeba zejść, dotknąć tego dna, żeby się odbić. Bo i tak najgorsze są myśli, że „nic się nie zmienia… i nie zmieni”! I cały czas muszę sobie powtarzać: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.”

Przechodząc do meritum, co zrobić by pokochać siebie?

  • Nie wypieraj swoich emocji, nie odrzucaj tego co o sobie myślisz. Zaobserwuj, zaakceptuj. Przyjmij siebie ze wszystkim, co o sobie myślisz. Odkryj prawdę o sobie, ale też zwróć uwagę na swoje marzenia i to kim chciałbyś być. Bo to właśnie jesteś Ty! Ze smutkiem, złością, każdą radością, nadzieją. Nic się nie zmieni w Twojej samoocenie, jeśli będziesz oszukiwać sam siebie.
  • Nie odrzucaj swojej przeszłości, bo ma ona ogromny wpływ na to jak zachowujesz się teraz. Owszem rozpamiętywanie nic nie zmieni, ale zdrowe przyjęcie i zaakceptowanie to już połowa sukcesu, żeby zmienić wypracowane w dzieciństwie strategie działania.
  • Nie porównuj się z innymi, bo nikt nie jest taki jak Ty. Każdy człowiek jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Każdy człowiek dorasta w innym środowisku, obraca się wśród innych ludzi, ma różne problemy. Nie ma drugiego takiego człowieka jak Ty!
  • Pamiętaj, że ideały nie istnieją. Świat mediów bardzo często kreuje wzorce, które wydają się idealne, ale nigdy nie wiemy, ile w tych wzorcach jest retuszu i zakłamania. Nie wierz w bajki!
  • Pamiętaj, że akceptować siebie, to nie znaczy być biernym. Jeśli coś zaakceptujesz, to możesz zacząć to zmieniać. A nawet powinieneś, bo nicnierobienie to po prostu zaniedbanie i nie ma nic wspólnego z akceptację. I tutaj dochodzimy do momentu, gdzie właśnie przyjęcie tego jakimi jesteśmy, prowadzi do działania!
  • Nie patrz na oczekiwania innych. Jeśli chcesz coś zmienić, to idź za swoimi marzeniami, pragnieniami, tęsknotami. Nikt nie jest Tobą i nie będzie za Ciebie żył. Dlatego nikt nie może i nie powinien Ci dyktować jak żyć.
  • Przestań się zmieniać od jutra. Bo jutro, przyjdzie nowe jutro, co znaczy, że nie zmienisz się nigdy. Jeśli już dochodzisz do tego, że coś chcesz zmienić, zrób to od teraz. Ważne jest, żeby postawić sobie jasny cel, rozpisać małe kroki, dać deadline, a potem już wytrwale i uparcie zmieniać.
  • Nie musisz być idealny! Przyjmij to. Zmień to, co chcesz w sobie zmienić, a resztę po prostu pokochaj.

Ja miałam jeszcze jeden sposób, który pomógł mi zaakceptować siebie, pokochać siebie taką jaką jestem i zacząć pracować nad sobą. Bo gdyby ktoś dziś przyszedł do Ciebie i powiedział Ci: „jesteś fajny, taki jaki jesteś; kocham Cię takim jakim jesteś; jesteś dla mnie ważny”, uwierzyłbyś?

Nigdy nie wierzyłam w siebie. Przez dużą część życia słyszałam: jesteś beznadziejna, nic z ciebie nie będzie, jesteś głupia jak… Często słyszałam słowa krytyki. I w czasie gdy powinnam rozwijać skrzydła, mi je podcinano. Uwierzyłam w to. Najpierw próbowałam walczyć, chorobliwie walczyć. O to, żeby się udało, żeby udowodnić, że mogę zostać kimś. Potem się poddałam.  Czułam się nieakceptowana i niekochana. I nawet jak już dorosłam, nie dałam się pokochać, bo nie wiedziałam, jak to jest być kochanym… Nikt mnie tego nie nauczył. Wytworzyłam w sobie mnóstwo strategii, jak radzić sobie z pustką po braku miłości. Bo każdy człowiek ma potrzebę bycia kochanym i dzielenia się swoją miłością. W ten sposób zapychałam głód miłości przez jedzenie, bo to w końcu był jakiś głód. Były momenty kiedy chorobliwie próbowałam wszystko kontrolować. Starałam się, żeby wszystko było idealne, a gdy już nie wychodziło, potwierdzało to moje myśli, że jestem do niczego. Był też czas, gdy żyłam w świecie wyobraźni, tworzyłam własny świat, taki jaki chciałam żeby był. Moja niska samoocena doprowadziła do tego, że w pewnym momencie nie chciałam wychodzić z domu. Owszem chodziłam do pracy, a potem… resztę dnia przesypiałam. Było mi z tym źle, ale nie potrafiłam tworzyć nowych relacji. W pewnym momencie koleżanka z pracy namówiła mnie na wyjazd na Sylwestra na Europejskie Spotkanie Młodych. Pojechałam tylko dlatego, że odbywały się w miejscu, do którego bardzo chciałam pojechać, a wyjazd był atrakcyjny i tani. To, że pojechałam też nie było oczywiste, bo miałam mnóstwo lęków i obaw jeśli chodzi o poznawanie ludzi, relacje. A stamtąd trafiłam do wspólnoty. Nie chciałam tam być, znaczy we wspólnocie, ale to była ostatnia szansa, żeby się ogarnąć. Bóg? Bóg był sprawiedliwy, a jak ktoś mi mówił, że Bóg mnie kocha, ja od razu kończyłam: „tych których kocham, karcę i ćwiczę”. Nie wiem jak to się stało, że w końcu wspólnota doprowadziła do tego, że też pojechałam na rekolekcje ignacjańskie. Może myślałam, że sprawiedliwy Bóg w końcu za karę zamknie mnie z zakonie. Naprawdę tak myślałam! Jechałam tam jak na skazanie. I ten sprawiedliwy Bóg pierwszego dnia rekolekcji powiedział mi dokładnie to co dziś było w czytaniach:

Miłości pragnę, nie krwawej ofiary,

poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz 6,6).

I tak się stało w tamtych rekolekcjach. Ten sprawiedliwy Bóg, którego znałam, dał mi się poznać! Dał się poznać jako kochający Tato. Powiedział:

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,

ta, która kocha syna swego łona?

A nawet, gdyby ona zapomniała,

Ja nie zapomnę o tobie (Iz, 49,15).

Na tych rekolekcjach wydarzyły się cuda. Coś czego nie potrafię opisać, coś co rodzi taką tęsknotę, że jak za nią nie pójdziesz, to nigdy nie będziesz szczęśliwy. A jak pójdziesz? To wydarzą się kolejne cuda.

Teraz jak czegoś nie akceptuję w sobie, idę z tym do Jezusa. Mówię Mu o tym, pytam, co możemy z tym zrobić. A On? Przede wszystkim  mnie akceptuje! A potem pokazuje czy warto to zmienić i jak to zrobić. Kocha, akceptuje i szanuje. Szanuje moją wolność, to że czasem mi się nie chce nic zmieniać. A ja kocham Jego i uczę się jak się zmieniać dla Niego. Ale nie po to, żeby zasłużyć na Jego miłość (bo On kocha pomimo), ale dlatego, że dla Niego warto stawać się lepszym.

Może ten ostatni sposób wydaje się absurdalny. Szczególnie z perspektywy osób, które nie wierzą. Ale działa. I chciałabym, żeby dział też w życiu innych, bo skuteczniejszego nie znam. Dlatego niezależnie od tego czy wierzysz czy nie, chciałabym się za Ciebie pomodlić: Panie Jezu, daj się poznać w życiu każdego człowieka, szczególnie tego, który nie czuje się kochany, akceptowany, każdego człowieka, który nie kocha siebie. Ty przychodź, objawiaj nam miłość Kochającego Taty. Przypominaj o Jego miłości i o tym, że On nas nie zostawi, że Jego miłość nigdy nie ustąpi.

Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju, mówi Pan, który ma litość nad tobą (Iz, 54, 10).

 
On chce Ci jeszcze coś powiedzieć w słowach tej piosenki: 

No właśnie! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *